pl en de
Przypomnij hasło Rejestracja
Powrót do listy aktualności

Zbliżenie

WYSPA RODOS

07-11-2012

  • WYSPA RODOS foto: Ewa Ławrynowicz

Uwielbiali przesiadywać na niej grecki bóg Helios i włoski dyktator Mussolini, dzisiaj jest najczęściej odwiedzaną wyspą greckiego Archipelagu Dodekanez.

Popularność tego miejsca raczej nie dziwi – Grecy szczycą się, że słońce pojawia się tu w pełnej okazałości przez 300 dni w roku. Sami mieszkańcy zostają tu jednak niechętnie – rząd płaci im więc, by nie opuszczali wyspy poza sezonem, kiedy prawie zupełnie wyludnia się z turystów. W sezonie czy poza nim, życie toczy się tu swoim spokojnym, trochę leniwym biegiem. Grecy nie lubią się spieszyć, zawsze znajdą czas, by porozmawiać z sąsiadem. Większość mieszkańców nie zamyka swoich domów, za największą ujmę na honorze uznają kradzież.

Na wyspie – poza turystyką – uprawia się tytoń, oliwki i sezam. Niektórzy hodują do tego kozy i – tu raczej kobiety – dziergają koronki. W ciągu dnia spokojni, pod wieczór mieszkańcy wyspy nieco się ożywiają. Kochają krzyczeć, palić i pić wino – najlepiej własnej produkcji. Złożony charakter Greków z Rodos świetnie komponuje się ze skomplikowaną historią wyspy otoczonej nie przez jedno, a dwa morza.

 

Rodos na Rodos

 

Rodos to również miejscowość, która jest stolicą wyspy i całego archipelagu. 50-tysięczne miasteczko mogłoby być idealnym miejscem do spokojnego życia greckiego rybaka lub sprzedawcy warzyw, gdyby nie wielotysięczne tłumy zwiedzających. Miasto żyje więc głównie z turystyki, co jednak znacznie powiększyło finanse jego mieszkańców. Rzeczywiście Rodos przyciąga swoją urodą i dość ciekawymi dziejami, a spacerując po mieście dostrzeżemy kolejne warstwy historii. Najpierw ta pierwsza, dla wszystkich oczywista, historia starożytnej Grecji. Poza murami starego miasta znajduje się wzgórze Monte Smith, na którym znajdziemy fragmenty akropolu oraz odrestaurowany teatr i stadion. W centrum miasta nie sposób nie zauważyć śladów bytności Turków, którzy władali wyspą przez prawie 4 wieki. Pozostawili oni po sobie kilka imponujących meczetów ze złotymi kopułami i pięknymi ogrodami. Na początku XX wieku Rodos odbili Włosi, wtedy to miasto stało się ulubioną siedzibą letnią Mussoliniego. Stąd też na wyspie dostrzec można również elementy architektury typowej dla faszystowskich Włoszech.

Wiek XX obfitował w traumatyczne przeżycia. Być może są jeszcze wśród mieszkańców Grecy, którzy byli świadkami, jak wyspa przechodzi z rąk do rąk kolejnych państw: Turcji, Włoszech, na krótko Niemiec, a następnie Grecji. Złośliwi mogli by powiedzieć, że Rodos znów wróciło pod panowanie Niemców – tym razem do podziału z Anglikami i tylko podczas sezonu.

 

W spadku po Bizancjum

 

Na Nowym Mieście znajdują się bary oraz agencje turystyczne i wypożyczalnie samochodów, jednak sama okolica nie należy do najładniejszych. Poza murami Starego Miasta mieści się też kuriozalne muzeum, w którym wśród eksponatów znajdują się wypchane – mało estetyczne – ryby oraz dziwy natury. Bardziej wrażliwi nie powinni udawać się tam przed lub po jedzeniu – widok jednookiego kozła lub jagnięcia wyposażonego w podwójny komplet nóg, może wywołać różnorodne reakcje. Wróćmy jednak na Starówkę.

Ta nocą – kiedy wszyscy przenoszą się w nowsze okolice miasta – robi się nad wyraz cicha. W ciągu dnia wraca jednak do życia. Od rana czekają na nas małe kawiarnie (kafenion), cukiernie (zacharoplasteio) oraz knajpki oferujące grecką kuchnię i cały wachlarz greckich alkoholi. W wielu tawernach podawane jest wino domowej produkcji, które przechowuje się w dębowych beczkach. Wtedy podaje się je nie w butelkach a karafkach.

Poza winem home made warto spróbować lokalnej dumy: wina marki Cair – dobrego i taniego trunku, który wcale znad Nilu nie pochodzi – oraz Retsiny, wina z dodatkiem żywicy sosnowej. Zanim jednak dojdziemy Metaxy – tę lepiej jednak zostawić na trochę później – warto przejść się po mieście.

Wśród poplątanych wąskich uliczek znajdują się dwa wspaniałe meczety: otoczony ogrodami meczet Hassana Paszy i pomalowany w paski meczet Sulejmana. Ten drugi to odbudowana w XIX wieku budowla, której fundamenty mają przeszło 300 lat.

Nieopodal znajduje się stara, choć odrestaurowana, hamam, czyli turecka sauna. Właściwie jest to bizantyjska budowla z VII wieku, która do dziś zachowała swoje pierwotne funkcje. Nie jest to typowa branżowa sauna, jednak może być ciekawą estetyczną przygodą – nad marmurowymi basenami znajduje się sklepienie z małymi przeszklonymi otworami. Lepiej przyjść z własnym ręcznikiem, na miejscu dostaniemy srebrną miskę, z której polewać będziemy się zimną wodą. Do tureckiej łaźni przychodzą nie tylko turyści – również niektórzy Grecy traktują ją wciąż jako miejsce relaksu i porządnej kąpieli.

 

Jachty, futra i jednooka koza

 

Kierując się na wschód, schodząc z lekkiego wzniesienia, znajdziemy się na ulicy Odós Sokrátous, dawniej będącej wielkim bazarem. Dziś znajdują się tu małe sklepy ze wszystkim, czego kochający luksus turysta może zapragnąć – biżuterią, tkaninami i futrami. Idąc dalej w kierunku wybrzeża znajdziemy niezwykle ozdobioną synagogę. Podczas krótkiej okupacji wyspy przez hitlerowców zginęło tutaj 2000 Żydów – z rzezi uratowało się ich zaledwie 35.

Warto przejść się wzdłuż nabrzeża kierując się na drugi koniec Starego Miasta. Najpierw natkniemy się na łodzie greckich rybaków, następnie, minąwszy przystań wodolotów, dotrzemy do wieży Ágios Nikólas. Nieopodal znajduje się port Mandraki, do którego zawijają jachty, żaglowce i katamarany. Dawniej przybywających do portu witał Kolos Rodyjski, po którym nie pozostało dziś jednak ani śladu. Bez trudu odnajdziemy natomiast szereg restauracji.

 

Na wschód od Rodos

 

Obwód Rodos to zaledwie 250 kilometrów. Wyspa aż prosi się, by zwiedzić ją wzdłuż wybrzeża wypożyczonym samochodem lub skuterem. Mniejsze miejscowości oferują to, czego miasto Rodos zapewnić nam nie może – odpoczynek od tłoku. Niecałe 10 km na wschód znajdują się wciąż jeszcze tłoczne Faliraki. Ten nieco bardziej kompaktowy kurort posiada wszelkie uroki małej miejscowości turystycznej – wszędzie dojdziemy na piechotę, a jeżeli nawet zgubimy się w gąszczu wąskich uliczek, to dość szybko odnajdziemy drogę. Faliraki znane są też z popularnych dyskotek i barów na promenadzie, a jedna z miejscowych plaż zajmowana jest przez nudystów.

Ciszę i spokój odnajdziemy w nieco opuszczonym kurorcie Thermes Kallitea. Czasami świetności była dla tego miejsca włoska okupacja, dziś źródła termalne przyciągają tylko nielicznych turystów. Zresztą nie dla źródeł się tu przyjeżdża, lecz dla uroku samego miejsca – szczególnie w nocy, gdy orientalna architektura we włoskim stylu jest ładnie oświetlona. Thermes Kallithea znajduje się 3 kilometry na południe od większego kurortu Kallithea. Nie jest łatwo tam dojechać, nie znając drogi. Jeżeli jedziemy autobusem, trzeba poprosić kierowcę, by poinformował, kiedy należy wysiąść. W Kallithei natomiast znajduje się kolejna plaża nudystów – tym razem mniej oficjalna.

4 kilometry na południe od Faliraki znajduje się urocza zatoka o równie uroczej nazwie – Anthony Quinn. Ten meksykańsko-amerykański aktor, który Grekom najbardziej znany jest z amerykańskiej produkcji Grek Zorba, wykupił tę ziemię podczas zdjęć do filmu Działa Nawarony, jednak w 1984 roku rząd Grecji upomniał się o ładną zatokę. Dzisiaj ten kawałek wybrzeża należy do aktora tylko z nazwy.

 

Matka Boska od niemowląt

 

Jeżeli spotkaliśmy na swojej drodze Greka o imieniu Tsambikos lub Greczynkę, którą nazywają Tsambika, możemy być pewni, że ich przyjście na świat nie było łatwe.

W niczym nie wyróżniającej się miejscowości Tsambikas znajduje się niczym nie wyróżniający się klasztor. Mimo to każdego roku 8 sierpnia przybywają do niego wszystkie cierpiące na bezpłodność Greczynki. Jeżeli Matka Boska wysłucha lamentu kobiety, ta nadaje swemu długo wyczekiwanemu dziecku odpowiednie imię.

Zdecydowanie ciekawszym miejscem jest stary port Lindos. Podobnie jak w Rodos, nie unikniemy tutaj tłumów, mimo to miasteczko warto odwiedzić. Wzdłuż wąskich brukowanych uliczek znajdują się bielone domy, spora część z nich to kawiarnie i restauracje. Przestrzenią dla gości są głównie dachy domów, na których ustawione są stoliki. Do samej restauracji zaś prowadzą wąskie i strome schody – dostawcy i kelnerzy to prawdziwi wyczynowcy w wnoszeniu i znoszeniu butelek, talerzy i zapasów. Znacznie większą przestrzenią cieszą się rezydencje kapitanów z XVI, XVII i XVIII wieku, w których po przejściu przez sowicie ozdobioną bramę wejdziemy na wyłożony mozaiką dziedziniec. Lindos słynie również z wyjątkowo wysokich temperatur – podobno panują tu największe na wyspie upały.

 

Ruszyć się z leżaka

 

Zachodnie wybrzeże wyspy jest zdecydowanie mniej oblegane przez turystów. Południowa jego część to tereny rolniczo-hodowlane, w których poza mieszkańcami nie pojawia się zbyt wiele osób. Nieco bardziej na północ znajduje się kilka kamienistych plaż. Zachodnia część wybrzeża uczęszczana jest przez turystów, którzy wolą spędzić czas trochę bardziej aktywnie, niż leżakowanie i nurkowanie przy brzegu.

Prassonissi to najbardziej na południe wysunięty punkt wyspy. Na tym małym cyplu łączą się łączą się ze sobą dwa morza – Egejskie i Śródziemne, co powoduje, że jest to idealne miejsce dla surferów i kitesurferów. Wieje tu zdecydowanie silniej niż w innych, bardziej zakrytych, zakątkach Rodos.

Powrót do miasta Rodos może być okazją do dalszego zwiedzania, tym razem innych wysp. Z portu Mandraki odpływają statki na pobliskie: Chalki, Tilos, Simi. Zamiast kupować wycieczki organizowane przez biura podróży można po prostu udać się do portu i kupić bilet na statku. Na wyspę Simi przejazd w obie strony kosztuje około 25-30 euro i jest to idealne miejsce na jednodniową wycieczkę. Rodos jest też wyspą położoną najbliżej tureckiego wybrzeża, o czym zaświadczyć może jego historia: warto więc udać się na drugi brzeg chociażby na kilka godzin.

 

 

Prawie jak w raju

 

Greckie wyspy mają złożoną historię. Być może dlatego, do obcokrajowców – nie chodzi tu jednak o turystów – Grecy nastawieni są dość chłodno. Społeczność albańska, którą reprezentuje dość liczna grupa mieszkańców traktowana jest – choć oczywiście nie zawsze i nie przez każdego – jak osoby drugiej kategorii. Efekt tego jest taki, że gdy poznamy na Rodos Albańczyka, z dużym prawdopodobieństwem będzie podawał się on za Greka, nadając sobie nowe – bardziej greckie – imię.

Jeżeli nie z brakiem szacunku, to z pewnością z dużym dystansem traktuje się tu osoby czarnoskóre, które na wyspie przebywają nie do końca legalnie. Zdarza się więc, że autobus nie zatrzyma się na przystanku, gdy zatrzymuje go ktoś o ciemnym kolorze skóry, a nawet jeśli wybierze się on do klubu w białym towarzystwie – nie zostanie wpuszczony. Choć Grecy kierują się w tym wypadku kwestią raczej finansową, niż rasową, to jest to widok nieprzyjemny.

Jeżeli liczymy na to, że Grecja – antycznym zwyczajem – będzie rajem dla homoseksualistów, to niestety dość szybko zostaniemy wyprowadzeni z błędu. Nie jest to miejsce homofobiczne i jak każde miejsce żyjące z turystyki charakteryzuje się dość dużą tolerancją. Nie ma jednak na wyspie dobrze rozbudowanej infrastruktury dla gejów i lesbijek. Lokali i plaży branżowych jest niewiele, a sami Grecy swojej orientacji nie eksponują.

Innym – mniej ludzkim – czynnikiem, który wpłynąć może na jakość naszych wakacji to komary. Rodos opanowane jest przez te znienawidzone owady, dlatego nie warto oszczędzać na hotelach bez klimatyzacji. Spanie przy otwartym może zaprowadzić nas do granicy ataku nerwowego.

 

  • Oceny:

Komentarze

Aby_dodać_komentarz_musisz_się_zalogować